53 godziny dekompresji uratowały nurka

53 godziny dekompresji uratowały nurka
53 godziny dekompresji uratowały nurka

Warto napisać o tym przypadku, gdyż jest on wyjątkiem od reguły. Otóż nie każdy wypadek w trakcie dekompresyjnego nurkowania musi zakończyć się tragicznie. Bywają i takie wypadki nurkowe, które kończą się happy endem…

 

Terry Begnoche – główny bohater tej historii – pamięta każdą sekundę szybkiego powrotu na powierzchnię z głębokości 67 metrów w Jeziorze Górnym (Ameryka Północna). Terry nurkował wraz z innymi ochotnikami w dniu 18 września br. w celu zebrania materiału filmowego o wraku leżącego u wybrzeży Grand Marais w Minnesocie.

 

Wynurzenie, które powinno trwać co najmniej 45 minut (planowa dekompresja) zostało wykonane w zaledwie 2 minuty. 64-letni nurek nie mógł powstrzymać niekontrolowanego wynurzenia i jak przyznał, w momencie, kiedy znalazł się na powierzchni zrozumiał w jak wielkich jest tarapatach. Nurek przyznał, że najbardziej martwił go oddech i fakt, by nie wpadł w panikę, bowiem to właśnie ona naprawdę zabija ludzi.

 

Po wciągnięciu nurka na łódź zaczął on odczuwać poważne objawy choroby dekompresyjnej – kłujący ból w całym ciele oraz utratę czucia w nogach i rękach. Powodem było oczywiście gwałtowne wynurzenie, które umożliwiło pęcherzykom azotu krążącym we krwioobiegu zablokowanie krążenia w różnych częściach ciała. Objawy choroby dekompresyjnej były dekompresyjnej były tak poważne, że konieczne było przetransportowania nurka najpierw śmigłowcem ratowniczym do Marquette w stanie Michigan, a następnie lotem na niskiej wysokości (pilot otrzymał rozkaz, aby utrzymać samolot poniżej 250 metrów) do Krajowego Centrum Medycznego Hennepin w Minneapolis.

 

Leczenie nurka okazało się dla lekarzy prawdziwym wyzwaniem, wymagało użycia Instrukcji Nurkowej US Navy. By dać możliwość zniknięcia niechcianych pęcherzy azotu z krwioobiegu nurek spędził aż 53 godziny w komorze hiperbarycznej HCMC.


 


 

Jak przyznał dyrektor medyczny HCMC, to niezwykle rzadki przypadek stosowania tego typu leczenia. Dzieje się tak z kilku powodów, jednym z nich jest fakt, że większość osób umiera zanim zastosowane zostanie leczenie.

 

Terry Begnoche był jak butelka gazowanej wody mineralnej. Konieczne było usunięcie z jego organizmu wszelkich niepożądanych pęcherzyków gazów. Chory nurek większość czasu spędził w symulowanym ciśnieniu panującym na głębokości 15-20 metrów. Ponadto komora dekompresyjna wspomaga leczenie poprzez tworzenie środowiska bogatego w tlen. Szczególnie sprzyja to pacjentom posiadającym poważne rany lub cierpiącym na niedokrwistość lub zatrucia tlenkiem węgla.

 

53 godziny dekompresji uratowały nurka - Terry Begnoche
Terry Begnoche
Fot. Great Lakes Shipwrecks Museum

Jednak przypadek Terry’go okazał się bardziej wymagający. Terapię rozpoczęto od symulacji ciśnienia panującego na głębokości 50 metrów (było to zaledwie 10 metrów mniej od maksymalnych możliwości tej komory dekompresyjnej), zbliżonego do rzeczywistej głębokości na jaką zanurzył się chory. Takie działanie miało na celu skierowanie pęcherzyków azotu krążących po ciele do roztworu (osocza krwi), tak by mogły one powoli i bezpiecznie rozpuszczać się bez ryzyka uszkodzenia narządów czy tkanek. W ten sposób, w sztucznych warunkach nastąpiła symulacja wynurzenia, czyli gdyby zgodnie z planem Terry wykonał w drodze do powierzchni planowane cztery przystanki dekompresyjne w drodze na powierzchnię.

 

Co ciekawe, pielęgniarka (wielce zdziwiona sytuacją, bowiem wcześniejsi pacjenci spędzali w komorze co najwyżej 3 godziny), która cały czas towarzyszyła choremu potwierdziła, że zaczął on poruszać ramionami zaraz po tym jak komora osiągnęła ciśnienie panujące na maksymalnej, zaplanowanej głębokości. Od tego czasu nurek nie ma problemów z poruszaniem rękami, poza tym przestano obawiać się o funkcjonowanie jego płuc. Niestety wciąż nie odzyskał on władzy w nogach. Terry odbywa codzienne, dodatkowe sesje w komorze hiperbarycznej, w nadziei, że będą one symulować leczenie i zmniejszą stan zapalny w rdzeniu kręgowym. Niestety nie wiadomo czy i kiedy odzyska on czucie w nogach. Lekarze są zadowoleni z dotychczasowych postępów w leczeniu.

 

Obraz sonarowy szkunera Nelson
Obraz sonarowy szkunera Nelson

Terry Begnoche w trakcie ponad 2 dni spędzonych w komorze starał się jak najwięcej spać. Analizował także feralne nurkowanie zastanawiając się co poszło nie tak. Nurek obładowany oświetleniem oraz kamerą zanurzył się by zbadać odkryty niedawno wrak – Nelson (3-masztowy szkuner), który zatonął u wybrzeży Grand Marais (Michigan) w 1899 roku. Okazało się, że nurek zapomniał zabrać dodatkowy balast, który umożliwiłby mu kontrolowane wynurzenie. Sądząc po zużytych gazach nurek spędził tylko 20 minut na wraku. Kiedy postanowił rozpocząć wynurzenie zauważył, że wznosi się znacznie szybkiej od pozostałych nurków. Nurek z 40-letnim doświadczeniem, także w technicznych, nurkowaniach głębokich, wiedział, że nie jest w stanie zwolnić, zatrzymać wznoszenia. Było już za późno…

 

Nurek przyznał, że robił wszystko co mógł aby pozbyć się powietrza z suchego skafandra oraz urządzeń wypornościowych, które posiadał. Po dotarciu na powierzchnię Terry zanurzył się na kilka metrów by wykonać rekompresję. Wrócił na łódź dopiero gdy jego butla z tlenem była niemal pusta.

 

Terry Begnoche powiedział, że jest wdzięczny za pomoc, jaką otrzymał na jeziorze od DAN (Divers Alert Network), za prawidłową ocenę jego stanu i skierowanie do najbliższej komory hiperbarycznej. Jednocześnie stwierdził, że ma nadzieję na odzyskanie pełni sił dzięki zabiegom hiperbarycznym i fizykoterapii. Nurek przyznał, że w wodzie pomogło mu doświadczenie, dzięki któremu był w stanie skupić się i zachować spokój.

 

To ostatnie zdanie niech będzie dla Nas wszystkich podwodnym drogowskazem. Lepiej jest uczyć się na cudzych błędach niż na własnych.


 

 

Źródło: startribune.com; dailymail.co.uk

Podobne posty

Leave a Comment