MS Wilhelm Gustloff tragedia czy katastrofa?

Zatonięcie MS Wilhelm Gustloff - tragedia czy katastrofa?
Zatonięcie MS Wilhelm Gustloff
– tragedia czy katastrofa?

Dzisiejsza rocznica zatonięcia MS Wilhelm Gustloff skłoniła mnie do usystematyzowania posiadanej wiedzy, poszerzenia jej o nowe, nieznane mi fakty i pokuszenia się o odpowiedź na pytanie:

 

Tragedia czy katastrofa?

 

Czy w ogóle można porównywać te dwa, według mnie zupełnie odmienne terminy?

 

Gdyby sugerować się jedynie wszechwiedzącą Wikipedią należałoby wydarzenie z 30 stycznia 1945 roku uznać za katastrofę morską. Czy jednak słusznie? Może to tylko semantyczna różnica?

 

Bez wątpienia zatonięcie Wilhelma Gustloffa i śmierć ponad 9 tysięcy osób jest tragedią a także ogromnym nieszczęściem dla ich bliskich. Tego nie zmienią żadne okoliczności.

 

Jednak nie można pomiędzy tragedią a katastrofą stawiać znaku równości. Co jest często czynione przez media w Niemczech ale także i w Polsce nie tylko w odniesieniu zatonięcia MS Wilhelm Gustloff, ale także innych wydarzeń z 1945 roku jakie miały miejsce na Bałtyku.

 

Bezspornym jest fakt, że MS Wilhelm Gustloff wypływając 30 stycznia 1945 roku z gdyńskiego portu nie był statkiem wycieczkowym czy szpitalnym a okrętem wojskowym. Przemawia za tym nie tylko wyposażenie statku w uzbrojenie przeciwlotnicze ale także cel – przegrupowanie wojsk III Rzeszy.

Kwalifikacji statku nie jest w stanie zmienić fakt, że przewoził on na pokładzie tysiące cywili. Również rozpoczęta w styczniu 1945 roku Operacja Hannibal była oficjalnie działaniem stricte militarnym zmierzającym do przeorganizowania frontów. Jej celem była przede wszystkim ewakuacja dwóch dywizji szkoleniowych okrętów podwodnych z rejonu wschodniego Bałtyku.

 

Tyle w miarę bezdyskusyjnych faktów, pozostają jeszcze bardziej subiektywne kwestie.

 

Pomocna może okazać się Konwencja o przerabianiu statków handlowych na okręty wojenne (tzw. VII Konwencja Haska) z dnia 18 października 1907 r. opublikowana w Dzienniku Ustaw z 1936 roku, nr 6, poz. 65. Konwencja ta została podpisana przez ówczesnego Cesarza Niemiec, Króla Prus (konkretnie przez wyznaczonego pełnomocnika).

 

Artykuł 5 Konwencji wyraźnie stanowi, że każdy statek handlowy, przerobiony na okręt wojenny, winien przestrzegać, w czasie swych działań, praw i obyczajów wojennych.

 

Do jednej z podstawowych zasad wojennych należy nieangażowanie osób cywilnych w działania wojenne, bowiem wojna jest stosunkiem między państwami, a nie między ludnością jednego państwa a drugiego. Dlatego też okrętem wojennym nie powinna być transportowana ludność cywilna, którą w przypadku ataku naraża się na śmierć. Działania wojenne powinny być prowadzone przeciwko siłom zbrojnym przeciwnika a ludność cywilna oraz dobra kultury nie mogą być celem ataku.

 

Tym czasem dowództwo III Rzeszy wyraziło zgodę na zabranie tysięcy osób, uciekających przed Armią Czerwoną cywili, w tym kobiety i dzieci. Co więcej ilość ludzi znajdujących się na pokładzie znacznie przewyższała możliwości ratunkowe (w tym ilość szalup i kapoków) statku zbudowanego do przewożenia około 2000 osób, łącznie z załogą. Już zupełnie inną sprawą pozostają oblodzone żurawiki okrętowe, które unieruchomiły część z i tak niewielkiej ilości łodzi ratunkowych.

 

Pamiętajmy, że MS Wilhelm Gustloff swoją cywilną, wycieczkową działalność zakończył już na początku września 1939 roku. Jak zatem oceniać naruszenie przez Niemców niepisanego, obowiązującego zwyczajowo już od czasów starożytnych prawa wojny morskiej?

 

RMS_Titanic
RMS Titanic
zatonął w katastrofie morskiej
14/15 kwietnia 1912 roku

Porównanie zdarzeń wojennych z Bałtyku do katastrof morskich, w szczególności do zatonięcia Titanica. Według mnie takie zestawienia to jak nazwanie sklasyfikowanie zawalenia się gmachów World Trade Centre w Nowym Jorku w kategoriach katastrofy budowlanej.

 

Tymczasem zwykło się porównywać do Titanica każdy statek, który zatonął. Nie dotyczy to jedynie MS Wilhelm Gustloff, bowiem analogii doszukano się także w zatonięciu MV Goya, SS generał von Steuben czy MS Piłsudski. Media bezmyślnie powielają takie chwytliwe historie.

 

Natomiast zdarzenie, które podobnie jak zatonięcie Titanica można zakwalifikować do katastrof morskich, musi być konsekwencją związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy człowiekiem, popełnianym przez niego błędem, zaniechaniem lub niewłaściwą decyzją a techniką lub siłami natury.

 

Stąd różnica miedzy tragedią a katastrofą jest ogromna…

 

Mimo powyższego dla Rzeszy ludzi, którzy nie odróżniają wojny od misji, zatonięcie Wilhelma Gustloffa będzie powrotem z posłannictwa pełnionego przez Niemców na wschodzie Europy.


 

Zobacz także:

 

Wilhelm Gustloff
MS Wilhelm Gustloff

 

Podobne posty

5 Thoughts to “MS Wilhelm Gustloff tragedia czy katastrofa?”

  1. adam

    Nareszcie jakis konkretny i sensowny wpis. Fatycznie szlag moze czlowieka trafic, gdy dzialania wojenne roztrzasa sie w charakterze katastrofy.

    Oby wiecej bylo takich wpisow.

  2. 1253 rozbitek z Gustloffa

    Zdecydowanie tragedia i to zawiniona przez osoby trzecie, pozostające poza pokładem „Gustloffa”.

  3. Latający Holender Jr

    Motorowiec „Wilhelm Gustloff”, zwodowany w Hamburgu ponad 80 lat temu (5.05.1937 roku) i budowany pod numerem stoczniowym 511, był bardzo dobrym statkiem, mimo czarnej famy, jaka go otacza. Niżej podpisany dokładnie prześledził wszystkie różnice, ale i – uwaga – wcale liczne podobieństwa – między tymże motorowcem z Hamburga, a „Titanikiem” z Belfastu. Porównywanie obu tych statków, a w szczególności nazywanie „Gustloffa” „Titanikiem Hitlera” – to raczej licentia poetica, niż poważne stwierdzenie. Nawet w niemieckim (bardzo dobrym techniczie) filmie o „Titanicu” NIE wystąpił „Gustloff” (zupełnie do „Titanica” niepodobny), a również owiana złą sławą „Cap Arcona”. Stocznia, która zbudowała „Gustloffa” i „Cap Arconę” ukończyła w tym roku 140 lat – nawiasem to także firma, która lat temu 108 zbudowała obecny „Dar Pomorza”. O „Gustloffie” wypada też powiedzieć, że… nie wszystek umarł, a jego duch wciąż żyje we wszystkich nowoczesnych wycieczkowcach.

  4. Kapitan Cesarza

    RMS „Titanic”, na którym zdarza mi się czasem „wieszać psy” – to jednak też instytucja w historii żeglugi, zwłaszcza pasażerskiej przez Atlantyk. Zupełnie nieudany technicznie czterokominowiec był de facto największym z dwunastu klasycznych czterokominowych pasażerów, jakie w latach 1897-1915 weszły na Szlak transatlantycki. Ten dziesiąty kolejny czterokominowiec był jedynym czterokominowcem z „klasycznego tuzina” (tj. bez jednostek UCL), jaki zatonął w czasie pokoju, ale też… ex-post „obrabował” swoją młodszą i większą „siostrzycę” z nazwy. Planowany RMS „Gigantic” wszedł do eksploatacji pod nazwą mniej pretensjonalną – co ciekawe, nie zdołał nigdy wejść do służby na Szlaku, boiwem od razu porwała go w swój wir I wojna światowa, w której zginął. Jakoś mało zauważalną, a bezsporną zaletą „Titanica” jest to, że jego 108-godzinny rejs został gruntownie opisany. Ja sam, prywatnie, jestem wielkim fanem całej dwunastki, a zwłaszcza pięciu pierwszych statków o czterech kominach, które powstały w obecnym Szczecinie w latach 1897-1907.

  5. Obserwator z brzegu

    Minęła setna rocznica powrotu Polski na mapę świata. Kraj nieistniejący przez ponad wiek powrócił w wielkim stylu – wielkim dla nas-marynistów (czy jak się tam inaczej nazywa morskich hobbistów). Oto JUŻ w roku 1930 na Ocean wypłynął pierwszy transatlantyk pasażerski pod handlową banderą RP i tak zaczął się jeden z najświetniejszych rozdziałów historii Polski – dla niektórych część dużo większej całości, czyli morskiej historii Polski. Wszyscy kapitanowie i wszyscy członkowie załóg naszych „pasażerów” pełnomorskich wykonali kawał wspaniałej pracy – pływali z pasażerami przez sześć dekad i nie utracili ani jednego statku w czasie pokoju!!! Ba – ilość ofiar wszystkich naszych katastrof morskich od początku istnienia II RP jest SPORO MNIEJSZA, niż ilość ofiar jednego tylko zatonięcia „Titanica”, o hekatombie „Gustloffa” nie wspominając. Tak WIELKA była Polska na morzach, a będzie pewnie JESZCZE WIĘKSZA. Polakowi dumnemu ze swego kraju po prostu nie wypada napisać niczego innego.

Leave a Comment