Nie taki CCR straszny… pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Jednostki JJ CCR gotowe na nura we włoskim jeziorze Garda

Artykuł ten jest krótkim podsumowaniem naszych doświadczeń z pierwszego roku nurkowań na obiegu zamkniętym. Nasze subiektywne odczucia, ale również spostrzeżenia. Nie taki CCR straszny jak go malują!

 

Decyzję o zakupie rebreather’ów odkładaliśmy przez ponad dwa lata. Zasadniczo powody były dwa. Pierwszy, dość oczywisty, to koszt zakupu maszyn. Drugi trochę mniej jednoznaczny, to wątpliwości: czy w ogóle zakup CCR jest dla nas, czy to ma sens, czy nie wypadniemy z naszych nurkowań na zbyt długo w związku z tym, że przygoda z obiegiem zamkniętym wymaga rozpoczęcia ścieżki nurkowej od zera, czy dodatkowe zabiegi i procedury związane z obsługa maszyny nie pozbawią nas takiej czystej radości z nurkowania…?

 

Z perspektywy roku czasu patrząc uważamy, że była to dla nas bardzo dobra decyzja. CCRy otworzyły nowe drzwi w nurkowaniu, głównie przez uproszczenie logistyki gazów, ale nie tylko, a przerwa niezbędna na przejście z obiegu otwartego na zamknięty okazała się nie tak długa jak zakładaliśmy.


 

Rebreather doskonały? czyli wybór jednostki

Dul Hranicna przygotowanie do nurkowania

Od samego początku wiedzieliśmy, że zakup rebreather’ów będzie się wiązał z przerwą w nurkowaniach overhead, że początki oznaczają dziesiątki godzin spędzonych w szuwarach na poznawaniu maszyny i utrwalaniu nowych procedur. Z tyłu głowy mieliśmy szereg opowieści o trudnościach w utrzymaniu pływalności z czyhającym na plecach solenoidem, który to w najmniej odpowiednim momencie będzie dodawał tlen do pętli powodując zwiększanie objętości i dodatnią pływalność, demonicznym dwutlenku węgla, którego retencja nie pozwoli na większy wysiłek czy pływanie bez skutera albo o braku możliwości pływania w rebie w toni.

 

To właśnie takie historie, pomimo wielu zalet i wychwalań swoich maszyn przez naszych „cichych” znajomych powodowały odkładanie decyzji o przesiadce.

 

Kolejną trudnością i ogromnym dylematem był wybór jednostki. Prawie wszystkie jednostki dostępne na naszym rynku i spotykane na nurkowiskach robią wrażenie na „jeszcze” nurkach OC. Każda jednostka spełnia swoje podstawowe zadanie – pozwala nurkować i co więcej, każdy właściciel jest ze swojej maszyny zadowolony i swoją maszynę zachwala 🙂

 

Szukanie „najlepszego rebreathera” już na tym etapie wydawało się być ślepą drogą i nie rokowało na znalezienie tego właściwego modelu. Postanowiliśmy ugryźć temat z drugiej strony i ograniczyć modele drogą eliminacji.

 

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Potrzebowaliśmy jednostki, która doskonale sprawdzi się w jaskiniach.

Postawiliśmy kilka podstawowych kryteriów takich jak np, będziemy używać rebretherów w jaskiniach, konstrukcja rebreathera nie może stanowić ograniczenia, pod względem czasu nurkowania, czy głębokości, w stosunku do nurkowań jakie wykonywaliśmy do tej pory na OC oraz jakie planujemy wykonywać w przyszłości. 

 

To pozwoliło nam dość łatwo odrzucić szereg rozwiązań rebreatherów typowo rekreacyjnych, maszyn ograniczających czas nurkowania poprzez brak możliwości zamontowania większych pochłaniaczy, czy maszyn, których konstrukcja nie pozwalała wykonywać nurkowań poniżej 100m.

 

Na polu bitwy zostało kilka modeli z których odrzuciliśmy, w kolejnym kroku, te bardziej egzotyczne oraz modele bez CE…. Ostatecznie spośród 3 bardzo mocnych kandydatów wybraliśmy JJ-CCR.

 

Wybraliśmy JJ’a ze względu na zwartą i klarowną konstrukcję, najniższą wagę oraz opcjonalną możliwość użycia ogromnego 4kg pochłaniacza. JJ jest jednostką sprawdzoną, dostępną na rynku od lat, na której wykonywane były bardzo głębokie nurkowania, co również pozostaje nie bez znaczenia.


 

Kurs, czyli pierwsze koty za płoty

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Jezioro Attersee, pół roku po kursie.

No i przyszedł ten dzień, koniec sierpnia, pierwszy dzień kursu, pierwszy zasyp, pierwsze nurkowanie. 74 minuty i 16 metrów głębokości, wycieczka na pełnym automacie. Pierwsza myśl – byliśmy zastraszani i oszukiwani, przecież nie ma żadnych problemów, wszystko działa samo, żadnych problemów z pływalnością, żadnych problemów z trymem, co jest … ? To niemożliwe.

 

Drugie nurkowanie i ćwiczenia pokazały jednak gdzie są te trudności.

Mimo wszystko duże doświadczenie z nurkowań OC, szlifowanie trymu i pływalności zaprocentowało. Część ćwiczeń nie sprawiała trudności, chociaż łatwo można sobie wyobrazić, że mogłyby, inne nie były trywialne i już w trakcie kursu wiedzieliśmy, że będzie trzeba nad tym popracować.

 

Kurs jak to kurs, szybko minął, zdecydowanie za szybko i pokazał raczej czego nie umiemy i jak wiele trzeba będzie trenować, niż że nurkowanie na rebretherze jest proste i przyjemne, choć po pierwszej wycieczce można by tak przypuszczać.

 

Byliśmy na to troche przygotowani, mając z tyłu głowy magiczne liczby 50 i 100 godzin niezbędnych do osiągnięcia dwóch kluczowych etapów w karierze nurka CCR. 

 

50 godzin na rozpoznanie maszyny w boju i zakończenie etapu walki z maszyną, oraz 100 godzin, po których rebreather przestanie w nurkowaniu przeszkadzać, a stanie się jego naturalnym elementem.

 

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Podczas tygodnia ćwiczeń w Austrii – jezioro Langbathsee

Ponieważ chcieliśmy jak najszybciej wrócić z nowym sprzętem pod strop, nie było miękkiej gry. Tydzień w Chorwacji, weekendy w Polsce, kolejny tydzień nad Attersee, nurkowania po 3 godziny i ciągłe ćwiczenia. Pierwsze dni to wynurzenia, na automacie, na manualu, z małej głębokości i stopniowo dochodziły kolejne metry. Płukanie pętli, bailoutowanie, zalewanie i czyszczenie pętli, itd i jeszcze raz od początku. Już po kilku dniach intensywnych ćwiczeń osiągnęliśmy pewien komfort i w naszych nurkowaniach pojawił się cel inny niż wałkowanie procedur.

 

Do końca 2018 roku udało nam się spędzić 70 godzin pod wodą, co bezpośrednio przełożyło się na spory komfort i sprawność w obsłudze sprzętu. Nurkowania znów zaczęły sprawiać ogromną radość!


 

Pora pod strop – kurs Cave CCR cross

Nie taki CCR straszny.... Podsumowanie pierwszego roku na obiegu zamkniętym

Pierwsze machnięcia płetwami na JJ CCR
we francuskich jaskiniach
Zdjęcie: Jarek Kur

To był ten moment na który czekaliśmy i który baliśmy się, że przyjdzie dużo później.

 

Jeśli tak, to w takim razie kierunek Francja. 2 tygodnie w Lot spędzone na szlifowaniu nowych umiejętności, więcej butli, kolejna porcja ćwiczeń w CCR. Jak dobrze, że umiejętności zdobyte na OC procentują. 

 

Pozwalamy sobie również na pierwszą nieśmiałą próbę wejścia do jaskini ze skuterami.

 

Kwit CCR Cave otwiera wstęp do znanych nam kopalń, które w sezonie zimowym są idealnymi destynacjami nurkowymi, a to ułatwia regularne nurkowania i poszerzanie doświadczenia.


 

Duet idealny = CCR + DPV

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Dekompresja w najpopularniejszej francuskiej jaskini Ressel

Wiosna pozwala wrócić na wody otwarte, gdzie dołączamy do nowej konfiguracji z powrotem skutery. Zaczynamy nurkować głębiej, kolejne wyjazdy, kolejne godziny. Po przekroczeniu magicznych 100 godzin, faktycznie sprzęt staje się naturalnym elementem, przestaje przeszkadzać, a jego obsługa i procedury zaczynają być częścią automatycznych odruchów.

 

Powrót do Francji w maju pokazuje potencjał CCR + DPV. Ambitne nurkowania, które wykonywaliśmy wcześniej z płetwy na OC okazują się dużo trudniejsze i dużo dłuższe niż te wykonywane na CCR ze skuterem. Ten zestaw tworzy przestrzeń na wykonanie dużo dalszych, a nie koniecznie dużo trudniejszych nurkowań w porównaniu do naszych wcześniejszych doświadczeń.

 

Wszystko co dobre, jednak szybko się kończy, musimy wracać, nasze skutery zaczęły stanowić dla nas największe ograniczenie ale i tak praktycznie w każdej jaskini zajrzeliśmy kawałek dalej poznając kolejne meandry i zakamarki. Jest ogromna satysfakcja, ale i spory niedosyt. JJ w jaskiniach sprawdza się doskonale, teraz musimy wymienić skutery na mocniejsze, no i koniecznie zaopatrzyć się w skuter zapasowy.

 

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Tama w kopalni uranu Kowary, poziom -70m

W wakacje zaczynamy nurkować trochę głębiej, nasze poligony to kopalnie Kowary, Dul Hranicna oraz jeziora Attersee i Hańcza. Przychodzi czas na pierwsze nurkowanie na symboliczne 100m, niewiele brakuje do najgłębszych nurkowań z czasów OC. 

 

Rok nurkowań kończymy mając na koncie prawie 100 nurkowań z ponad 200 wynurkowanymi godzinami. Wykonaliśmy 8 nurkowań poniżej 100 metrów, osiągając maksymalną głębokość 122 metry.


 

Czy było warto?…

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

W trakcie poręczowania poziomu -70m czeskiej kopalni Hranicna

Biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie nasze nurkowania od stycznia były nurkowaniami trymixowymi, coś takiego nie byłoby w praktyce możliwe na obiegu otwartym. Logistyka gazów przy nurkowaniach CCR jest jedną z największych zalet przesiadki. Otwiera to nowe możliwości kilkudniowych nurkowań w miejscach bez zaplecza i infrastruktury. Pozwala na większą elastyczność przygotowania się na nurkowania nie znając dokładnie głębokości nurkowania. Koniec z problemem typowym dla nurkowań wrakowych na OC, kiedy to nabity mocnym trymixem twinset stał uziemiony dlatego, że wypłynięcie nie doszło do skutku, a na horyzoncie nie było potencjalnej opcji nurkowań na podobnej głębokości.

Koniec również z godzinami spędzonymi po nurkowaniu przy sprężarce.

 

Żeby nie było tak pięknie, rebreather to nie same plusy, maszyna wymaga również dużo, dużo więcej opieki i uwagi. Przed nurkowaniem szereg testów i procedur zanim wejdziemy do wody, a po nurkowaniu serwis i czyszczenie maszyny. 

 

Z naszej perspektywy, po roku czasu, przesiadka na obieg zamknięty i wybór jako jednostki JJ-CCR to była bardzo dobra decyzja. Nowe możliwości, komfort nurkowania na rebreatherze i otwarte drzwi w nurkowaniach były tego zdecydowanie warte. JJ sprawdził się zarówno w jaskiniach, jak i przy głębszych nurkowaniach. Nadchodzący czas pokaże jak szybko będziemy musieli rozważyć doposażenie naszych jednostek w XRC (X-tended Range Canister).

 

Nie taki CCR straszny... pierwszy rok na obiegu zamkniętym

Obieg zamknięty otwiera wiele nowych możliwości…

Ostatecznie, faktycznie zajęło nam prawie rok intensywnych nurkowań, żeby na CCR dojść do poziomu nurkowań jakie wcześniej wykonywaliśmy na obiegu otwartym, a może nawet nieznacznie ten poziom przekroczyć.  Przez ten rok, nie licząc ćwiczenia bailoutowania, nie zanurkowaliśmy ani razu na OC. Jednak rok ten minął też dużo szybciej i mniej boleśnie, niż to sobie wyobrażaliśmy na początku. Już po pół roku osiągnęliśmy całkiem fajny komfort nurkowania na rebreatherze, który pozwolił na wykonanie naprawdę ciekawych nurkowań. A przygoda z obiegiem zamkniętym dopiero się zaczyna…

3 komentarze

  1. Super opis! Gratuluję i podążam tą drogą chć nieco wolniej.

  2. Czemu nic nie piszecie do … Wafla?

Masz coś do powiedzenia? Napisz komentarz!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone gwiazdką *

*

Nurkowości

Nie taki CCR straszny… pierwszy rok na obiegu zamkniętym
Konferencja Baltictech 2019 zbliża się wielki nurkami!
Krzysztof Starnawski przegłębił Sorgente del Gorgazzo: 222m
Dwa śmiertelne wypadki nurkowe Polaków
Polak zginął podczas próby ustanowienia rekordu świata
„To był mój dzień” – wywiad z Jarkiem Macedońskim, rekordzistą świata
Orzeł. Ostatni patrol – rozpoczęto zdjęcia do filmu o legendarnym okręcie
Garda: Polak przygotowuje się do pobicia rekordu świata
The Cave – zapowiedź filmu o akcji jaskiniowej w Tajlandii
Irlandia Donegal: śmiertelny wypadek nurkowy Polaka

Strefa sympatyka

Zaloguj się

Nurkowy Newsletter

Nurkowanie to Twoja pasja?
Chcesz poznawać tajemnice podwodnego świata?
Wstąp do grona sympatyków Jolly Diver już teraz.
Wystarczy tylko jedno kliknięcie!

Scroll To Top