Spektakularna akcja ratunkowa nurka jaskiniowego na Majorce

Tragiczny wypadek nurkowy w jaskini Sterkfontein

Tragiczny wypadek nurkowy w jaskini Sterkfontein
Jeziorko w jaskini Sterkfontein

W opisywanej powyżej sytuacji Hiszpan Xisco Gràcia Lladó podjął właściwą decyzję – cierpliwie czekał na pomoc. Jednak nie zawsze tego typu zachowanie kończy się szczęśliwie. Niezwykle istotna jest bardzo dobra koordynacja akcji ratunkowej. Niestety w przeszłości działania ratunkowe nie zawsze były prowadzone w równie przemyślany i kompetentny sposób.

 

Przypomnę w tym miejscu historię opisywaną przez Nuno Gomesa w książce Poza błękitem. Do zdarzenia doszło w dniu 29 września 1984 roku w Sterkfontein, zespole wapiennych jaskiń położonych w Republice Południowej Afryki. W tamtym czasie nie istniała żadna mapa jaskini Sterkfontein. Jedynym drogowskazem była rozłożona przez Nuno Gomesa poręczówka. Nie ulega wątpliwości, że jaskinia Sterkfontein nie należy do łatwych w nawigacji. Z głównej komory jaskini odchodzi co najmniej 9 syfonów, które łączą ją z jeziorkiem oraz suchymi partiami. Dodatkowo po drodze znajduje się kilka wąskich przesmyków. Spora ilość suchych przestrzeni powietrznych daje naprawdę duże szanse na przeżycie w przypadku zagubienia.

 

W trakcie nurkowania w dość płytkim systemie jaskiń doszło do rozdzielenia trzyosobowego zespołu nurków. Zgubił się jeden z jego członków – Peter Verhulsel. Wyposażony w pojedynczą, 12-litrową butlę (mono) z powietrzem. Jak na ironię ten zapas gazu powinien każdemu z nurków wystarczyć na około 70 minut – nieco dłużej niż żywotność latarek. Nurkowanie było zaplanowane na 20-25 minut z maksymalną głębokością zaledwie 4 metrów rozpoczęło się około godziny 11.

 

Początkowo do 120 metra jaskini i znajdującej się w tym fragmencie poduszki powietrznej nurkowanie szło zgodnie z planem. Zespół wynurzył się w jeziorku na końcu poręczówki. Dwukrotnie doszło do tymczasowego rozdzielenia zespołu nurków – zagubienia Petera Verhulsela. Za trzecim razem, w momencie zbliżania się nurków do komory Milner Hall okazało się, że ponownie nie ma z nimi Petera. Jednak tym razem dwóch nurków go nie odnalazło, skierowali się w kierunku wyjścia będąc przekonani, że Peter już na nich czeka (płynąc alternatywnym korytarzem) lub za chwilę do nich dołączy. Niestety żadne z tych założeń nie okazało się prawdziwe.

 

Nurkowe zaniepokojeni o towarzysza kilkakrotnie przemierzyli powoli trasę, którą wcześniej nurkowali. Nie znaleźli śladu Petera Verhulsela. Bez powodzenia sprawdzili również korytarze, o których istnieniu wiedzieli. Poszukiwania zakończyli po 4 godzinach, wraz z wykorzystaniem powietrza ze wszystkich posiadanych butli. Dopiero po zachodzie słońca pojawili się zawiadomieni wcześniej nurkowie policyjni. Pierwsze poszukiwania zaginionego nurka trwały do godziny 2 w nocy, kiedy to widoczność spadła do zera.

 

Podjęta została decyzja o zamknięciu jaskini dla wszystkich za wyjątkiem nurków policyjnych. Z perspektywy czasu można sądzić, że był to werdykt na zagubionego w jaskini Petera. Bardzo szybko, bo już kolejnego dnia po zaginięciu policja ogłosiła, że Peter Verhulsel nie żyje. W ogólnie nie wzięto pod uwagę istniejących w jaskini kieszeni powietrznych.

 

Od tej pory nie była to akcja ratunkowa a jedynie poszukiwano ciała Petera. Nurkowania policyjne odbywały się wyłącznie w weekendy. W ciągu 42 dni od zaginięcia zaledwie 6 poświecono na nurkowanie. Ostatecznie Petera znaleziono w niewielkiej komorze w pobliżu syfonu, około 100 metrów od najbliższego, suchego wejścia. Nurek umarł jedną z najstraszniejszych śmierci, z wygłodzenia – stracił około 20 kilogramów wagi. Co więcej ślady na ścianach komory sugerują, że nurek próbował zwrócić uwagę nurków ratowników przepływających zaledwie 10 metrów od niego. Na jednej ze ścian wydrapał ostatnie słowa: „Shirley, Mamo, kocham Was„.

 

Najprawdopodobniej czekał na pomoc 3 tygodnie – na taki okres wskazywała długość jego brody. Z pewnością podejmował on bezskuteczne próby przeciśnięcia się przez bardzo wąski syfon, świadczy o tym porysowana butla oraz automat. Dramatyzmu całej historii dodaje fakt, że manometr wskazywał 160 bar z początkowych 200. Można zastanawiać się czy Peter oczekując na pomoc dokonał właściwego wyboru? Czy może lepszym rozwiązaniem było zanurkowanie i podjęcie ryzyka zagubienia się?


 

 

 

Źródła: diariovasco.com; diariodemallorca.es; mirror.co.uk; Cave Diver’s Forum; independent.co.uk; UPI; Poza błękitem. Autobiografia Nuno Gomes Olo Sawa

 

Leave a Comment